Czy „Hiszpanka” przekracza granice wyobraźni?

przedpremiera-il01-thumbW środę 14 stycznia 2015 roku na specjalne zaproszenie organizatora uczestniczyliśmy w przedpremierowym pokazie prasowym filmu Hiszpanka odbywającym się w warszawskim Multikinie Złote Tarasy. Na projekcję jechaliśmy z ogromnym podekscytowaniem, gdyż ekipa Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia wcześniej brała udział w kręceniu zdjęć do tej megaprodukcji związanej z Powstaniem Wielkopolskim 1918-1919. Tym bardziej, że oficjalna premiera w kinach całej Polski planowana jest dopiero 23 stycznia br.

Grudzień 1918 roku, miesiąc wcześniej zakończyła się pierwsza wojna światowa, która wyniszczyła Europę i stanowiła hekatombę ofiar z wszystkich frontów. Z Londynu do Warszawy podróżuje, objąć tekę premiera niepodległej Polski, kompozytor, pianista oraz mąż stanu Ignacy Jan Paderewski. Jednak Wielkopolska wciąż pozostaje pod rządami Niemiec, stąd wizyta mistrza w Poznaniu ma stać się impulsem do wybuchu walki o wolność. Władze w Berlinie próbują powstrzymać Paderewskiego, wzywając na pomoc podejrzane i mroczne siły, nad którymi jednak nie potrafią zapanować.

Film, budzący w trakcie realizacji ożywione dyskusje, ma stanowić przede wszystkim nieszablonową opowieść o najważniejszych wydarzeniach, które doprowadziły do wybuchu Powstania Wielkopolskiego i pozwoliły odzyskać wolność. Utrzymany w konwencji filmów sensacyjnych oraz kryminałów, ma dotrzeć do masowego odbiorcy. Inspirowany jest też ówczesną sztuką filmową nawiązującą do niemieckiego ekspresjonizmu. Był to bowiem jednocześnie czas poczucia schyłku tego, co stare oraz narodzin czegoś nowego, choć przesyconego lękiem przed zmianami, ale również powszechnym dążeniem do nich. Z tego też względu film ma stanowić utrzymany w klimacie epoki żywy obraz tamtych czasów. Na tym tle odbywa się walka o Polskę, rozumianą nie tylko jako Ojczyzna, ale również jako znak zmian implikujących nowy ład i porządek w Europie.

Przedpremierową projekcję Hiszpanki w Warszawie w reżyserii Łukasza Barczyka zorganizował dystrybutor filmu. Inicjatorem jego powstania i pomysłodawcą był Marszałek Województwa Wielkopolskiego Marek Woźniak. Organizatorem przedsięwzięcia była natomiast instytucja kultury Samorządu Województwa Wielkopolskiego oraz Film Art.

Wrażenia po projekcji? Zawiedzeni na pewno będą Ci, którzy oczekiwali tradycyjnego filmu historycznego o Powstaniu Wielkopolskim. Tutaj rzeczywiste wydarzenia stały się raczej tylko inspiracją, i trudno niekiedy określić co jest iluzją, a co prawdą. Nic też nie jest oczywiste, gdyż walkę o wolność prowadzą telepaci broniący Paderewskiego przed dr. Abuse. Zachodzi więc równorzędna relacja między przygotowaniami zbrojnymi, a walką siłami umysłu, z tego punktu widzenia tak samo istotnymi. Jak sam reżyser Łukasz Barczyk podkreślał: Robię ten film, bo opowiada o zwycięstwie umysłu nad emocjami, o zwycięstwie porządku nad chaosem, o prymacie ducha nad materią. Mam, jak większość Polaków, dosyć opowieści o polskim męczeństwie i moralnych zwycięstwach w obliczu materialnych klęsk. Potrzebuję nowego mitu dla mojego kraju i pragnę taki mit stworzyć.

Hiszpanka to niewątpliwie kino gatunkowe, w którym widać inspiracje niemieckim ekpresjonizmem. Chociażby postać dr. Abuse nawiązuje do dr. Mabuse z filmu Fritza Langa. Dostrzec też można zabawę reżysera konwencją thrillera opartego na spisku oraz czarnej komedii z satyrą na ówczesny świat bohemy. Tytuł natomiast odwołuje się do rodzaju grypy, na którą zmarło pod koniec 1918 roku w Wielkopolsce kilka tysięcy osób. Choroba ta stanowiła jedną z największych pandemii w historii ludzkości, na którą zmarło od 50 do 100 milionów osób.

Wśród bohaterów znalazły się zarówno postaci rzeczywiste, jak i fikcyjne. Z jednej strony są to Polacy zafascynowani spirytyzmem oraz mistycyzmem, z drugiej twardo stąpający po ziemi przedsiębiorcy, wojskowi, czy politycy. Fabuła jest więc mieszanką prawdy i fikcji, gdzie fakty historyczne stanowią jedynie jej osnowę. Nie mogło też zabraknąć wątku miłosnego, gdzie melodramat rozgrywa się przy wirującym stoliku i który kończy się tragicznie.

Na pewno wrażenie robi rozmach produkcji, w tym efekty specjalne, odtworzono też ponad 80 wnętrz i plenerów z epoki. Specjalnie drukowano tkaniny, wykonywano rekwizyty inspirując się modernistyczną twórczością austriackiego architekta i projektanta sztuki użytkowej Josefa Hoffmanna. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu Jagny Janickiej wystrój ten doskonale harmonizuje z charakterem scen, szczególnie domu Ceglarskiego podkreślając dynamizm jego właściciela. Efektowna jest też odtworzona w studiu w skali 1:1 gondola Zeppelina. Co prawda można się spierać, czy w 1918 roku nad Poznaniem sterowce jeszcze latały, ale na pewno sceny te są bardzo interesujące wizualnie.

Świetnie też stworzono w filmie klimat Poznania z lat Wielkiej Wojny. Wśród nich wyróżniają się skłaniające do refleksji sceny na Ostrowie Tumskim, gdzie na murze otaczającym cmentarz znalazły się setki nekrologów z ofiarami walk frontowych.

Z militarnego punktu widzenia bardzo interesująco wypadły sceny zrealizowane w koszarach na Ławicy (tym bardziej, że ekipa TMML brała w nich udział). Był to ostatni punkt oporu wojsk niemieckich w Poznaniu, zdobyty przez Powstańców w nocy z 5 na 6 stycznia 1919 roku. W rzeczywistości dowodził nimi podporucznik Andrzej Kopa, natomiast obronę zorganizował porucznik Fischer. Zginęło wówczas dwóch żołnierzy niemieckich oraz jeden powstaniec, kilka osób było rannych. W filmie natomiast potyczka urosła do heroicznej bitwy, do której Polacy przygotowywali się od dawna („słoń czyli armata”). Choć na pewno reżyserska wizja dynamicznego starcia działa in plus.

Praca nad filmem trwała trzy lata, a pracowała nad nim kilkusetosobowa ekipa zdjęciowa, potem postprodukcyjna. Co ciekawe nakręcono go na tradycyjnej taśmie filmowej 35 milimetrów. Autorka zdjęć Karina Kleszczewska zadbała o to, aby widz miał wrażenie, że dla kamery nie istnieją żadne ograniczenia. Jest to doskonale widoczne, chociażby z scenie płynnego przejścia z sali w Berlinie na pokład brytyjskiego okrętu.

Za efekty specjalne odpowiadał natomiast Platige Image, wcześniej realizujący filmy z Larsem von Trierem. Hiszpanka była dla nich dużym wyzwaniem, gdyż niektórych miejsc nie można był nakręcić kamerą. Przykładowo nie dałoby się zamknąć dla ruchu londyńskiego Piccadilly Circus i zbudować tam scenografię z epoki. Powstał więc najpierw wirtualny model ulicy, potem ożywiono ją dodając przechodniów, samochody, czy powozy.

Kostiumografką Hiszpanki została Dorota Roqueplo, znana ze swojej fachowości. Stroje cywilne zostały wypożyczone z Anglii, Czech, Francji, Wielkiej Brytanii oraz Polski, cześć kostiumów pierwszoplanowych została uszyta od podstaw. Mundury natomiast użyczyła zaprzyjaźniona z naszym stowarzyszeniem Fabryka Umundurowania Braci Kłoskowskich Hero Collection. Wszystkie musiały też współgrać harmonijnie ze scenografią.

Interesująca jest międzynarodowa obsada filmu, przez co gra odbywa się w czterech językach. Wyróżnia się kreacja Crispina Glovera, ekscentrycznego aktora hollywoodzkiego (Powrót do przeszłości, Dzikość serca, The Doors, Truposz, Alicja w krainie czarów). Stworzył on przykuwającą uwagę postać Doktora Abuse, demonicznego jasnowidza na usługach armii niemieckiej. Utrzymuje on napięcie i wciąga widza w jego mroczny świat.

Bawi natomiast wysublimowany dowcip Jana Peszka grającego przedsiębiorcę Tytusa Ceglarskiego (trudno go tutaj nie skojarzyć z Hipolitem Cegielskim). Zwraca uwagę dialog, gdy potrzebne są pieniądze na opłacenie żyda Rudolfa Funka (w tej roli Artur Krajewski) broniącego Paderewskiego.

-         Sami patrioci dookoła, a ten milion to na co?

-         Na telepatę…

-         A armaty nie ma?

-         Jest!

-         No to jak jest armata, to na co telepata?

a także:

-         Kosztowna ta impreza….

-        Jaka impreza?

-         Polska!

Kolejny dialog, doskonale wyśmiewający polski sentymentalizm, ze sceny, gdy Tytus poświęcił swojego syna Krystiana w walce o odzyskanie niepodległość i niesie go na rękach po schodach w swoim domu:

Marzy mi się Polska, gdzie czerwień i biel to truskawki i śmietana, truskawki i śmietana, a nie krew i cierpienie.

Zapewne film wywoła u widzów skrajne emocje od krytyki, do zachwytu nad nowatorstwem koncepcji oraz rozmachem wizji. Na pewno jednak nie da się pozostać wobec niego obojętnym…

© Przemysław Maćkowiak

 

Członkowie Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia wzięli udział w przedpremierowym pokazie prasowym filmu „Hiszpanka” odbywającym się 14 stycznia 2015 roku w warszawskim Multikinie Złote Tarasy. Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Członkowie Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia, oczywiście z Fortecznym Misiem Gustavem, wzięli udział w przedpremierowym pokazie prasowym filmu „Hiszpanka” odbywającym się 14 stycznia 2015 roku w warszawskim Multikinie Złote Tarasy. Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Przedpremierowy pokaz zorganizował dystrybutor filmu Hiszpanka, który powstał z inicjatywy Marszałka Województwa Wielkopolskiego Marka Woźniaka. Organizatorem przedsięwzięcia była natomiast instytucja kultury Samorządu Województwa Wielkopolskiego oraz Film Art. Fot. © Przemysław Maćkowiak

Przedpremierowy pokaz zorganizował dystrybutor filmu Hiszpanka, który powstał z inicjatywy Marszałka Województwa Wielkopolskiego Marka Woźniaka. Organizatorem przedsięwzięcia była natomiast instytucja kultury Samorządu Województwa Wielkopolskiego oraz Film Art. Fot. © Przemysław Maćkowiak

Plan zdjęciowy Hiszpanki w koszarach lotniczych na poznańskiej Ławicy. W kręconych scenach użyto dużo pirotechniki, a dziedziniec koszar zamienił się w lotnisko z samolotami, ciężarówkami, końmi, a przede wszystkim z prawie trzystu żołnierzami i oficerami z kilku grup rekonstrukcyjnych z całej Polski, w tym także z Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia. Materiały dystrybutora © Hiszpanki

Plan zdjęciowy Hiszpanki w koszarach lotniczych na poznańskiej Ławicy. W kręconych scenach użyto dużo pirotechniki, a dziedziniec koszar zamienił się w lotnisko z samolotami, ciężarówkami, końmi, a przede wszystkim z prawie trzystu żołnierzami i oficerami z kilku grup rekonstrukcyjnych z całej Polski, w tym także z Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia. Na zdjęciu autor, jako pruski major, prowadzi oddział żołnierzy. Materiały dystrybutora © Hiszpanki

Członkowie Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia z reżyserem filmu oraz autorem scenariusza Łukaszem Barczykiem (z lewej) oraz marszałkiem województwa wielkopolskiego Markiem Woźniakiem (z prawej). Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Członkowie Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia z reżyserem filmu oraz autorem scenariusza Łukaszem Barczykiem (z lewej) oraz marszałkiem województwa wielkopolskiego Markiem Woźniakiem (z prawej). Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Po zakończeniu pokazu odbyła się konferencja prasowa, w której uczestniczyli aktorzy odtwarzający główne role, od prawej: Sandra Korzeniak, Jan Frycz, Artur Krajewski, Jan Peszek, Jakub Gierszał oraz Crispin Glover. Fot. © Przemysław Maćkowiak

Po zakończeniu pokazu odbyła się konferencja prasowa, w której uczestniczyli aktorzy odtwarzający główne role, od prawej: Sandra Korzeniak, Jan Frycz, Artur Krajewski, Jan Peszek, Jakub Gierszał oraz Crispin Glover. Fot. © Przemysław Maćkowiak

Crispin Glover (drugi z prawej) zagrał w filmie mrocznego i demonicznego Doktora Abuse. Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Crispin Glover (drugi z prawej) zagrał w filmie mrocznego i demonicznego Doktora Abuse. Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Pamiątkowe zdjęcie członków Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia z Janem Peszkiem oraz Jakubem Gierszałem, w filmie grających ojca (Tytus Ceglarski) oraz syna (Krystian Ceglarski). Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Pamiątkowe zdjęcie członków Towarzystwa Miłośników Miasta Lubonia z Janem Peszkiem oraz Jakubem Gierszałem, w filmie grających ojca (Tytus Ceglarski) oraz syna (Krystian Ceglarski). Fot. ze zbiorów © Przemysława Maćkowiaka

Opublikowano w kategorii Artykuły, Imprezy i rekonstrukcje, Media i prasa.